środa, marca 20, 2019

WYWIAD Z LIDIĄ LISZEWSKĄ ORAZ ROBERTEM KORNACKIM




,,Zaskakujące, jak wiele rzeczy dzieje się przypadkiem i jak wielką moc mają słowa. Pisane i wypowiadane, kreślone na papierze i rzucane w powietrze."
Lidia Liszewska, Robert Kornacki - Napisz do mnie


,,Odkrywałem świat przy tobie. Jakbym zaczynał od zera, każdy wspólny krok, dzień czy noc, śmiech i płacz. Znów zrozumiałem, ile radości dają pocałunki. Dziś wiem, że mogłem być bardziej zachłanny. Gdybym mógł cofnąć czas..."
Lidia Liszewska, Robert Kornacki - Zaczekaj na mnie




Już za moment, bo za dwa tygodnie 03.04.2019 premiera trzeciej części ,,Zostań ze mną" o losach Matyldy i Kosmy. Dwie poprzednie części skradły serca wielu czytelników w tym moje. Jestem zachwycona dojrzałością powieści, które wzbudzają ogromne, różnorodne emocje. Już nie mogę się doczekać kiedy wersja papierowa książki trafi w moje ręce.

Seria książek została stworzona przez niesamowity duet:


 Lidia Liszewska

Zadebiutowała przed laty dedykowaną swoim dzieciom (Julii i Jackowi) Malinową opowieścią. Muzykę kocha też sama autorka, ma na swoim koncie płytę nagraną z chórem gospel. Ponad 10 lat temu opuściła Bełchatów i osiadła na Mazurach, gdzie w bajkowej scenerii maluje, pisze i we własnej pracowni prowadzi warsztaty ceramiczne.


Robert Kornacki
W swoim życiorysie połączył do tej pory Wrocław, Łódź i Bełchatów, choć jak sam przyznaje – nie powiedział jeszcze w tej kwestii ostatniego słowa.
Z zamiłowania etnolog, zawodowo związany od ponad dwóch dekad z mediami.
Jako siedemnastolatek debiutował w radiu, później współtworzył telewizje, prowadził gazety.
Ojciec Michaliny Vesny i Mikołaja Kosmy.


Źródło: http://liszewska-kornacki.pl/ oraz http://czwartastrona.pl/autorzy/robert-kornacki/http://czwartastrona.pl/autorzy/lidia-liszewska/



Aby umilić Wam czas oczekiwania na premierę, zapraszam do przeczytania poniższego, krótkiego wywiadu. A w nim znajdziecie, jak wygląda współpraca autorów, o planach, sukcesie, oczekiwaniach. Miłego czytania.


 Zazwyczaj omijałam książki pisane w duecie, nie wiedząc czemu. Jednak ogromnie się cieszę, że przypadkiem miałam okazję trafić na Państwa (Wasze) książki. Pierwsza oraz druga część są fenomenalne, pełne i pięknych emocji. Nie będę ukrywać ale jesteście moim ulubionym duetem. Jednak jestem ogromnie ciekawa procesu twórczego i stąd pojawia się moje pytanie, jak wygląda wspólna praca nad książką?

R.K.: W tej rezerwie do duetów nie jesteś odosobniona, podobną ostrożność w powierzeniu nam swojego czasu (i pieniędzy) wyraża całkiem sporo osób. Kompletnie nie wiemy z czego to wynika… Czy naprawdę tak ważne jest ile nazwisk widnieje na okładce książki? Na dobrą sprawę, moglibyśmy ukryć się za literackim pseudonimem i nikt nie wiedziałby, że czytane przez niego słowa nie wyszły spod pióra wymyślonej – powiedzmy - Lucindy DeAlboro, tylko napisał je duet Liszewska & Kornacki…

L.L.: Przez krótką chwilę rozważaliśmy nawet taką możliwość, by pisać książki pod przybranym nazwiskiem, ale dość szybko porzuciliśmy ten pomysł i zaryzykowaliśmy z otwartym, jawnym debiutem. Piszemy my – jako my! (śmiech). To jest nasze, przez nas wykonane i – cytując dalej filmowego „Misia” – to nie jest nasze ostatnie słowo!

R.K.: A już całkiem poważnie, to dla nas praca w duecie jest w tym momencie jedynym możliwym rozwiązaniem. Wynika to nie tylko z charakterów, ale też predyspozycji i możliwości czasowych. Pilnujemy się nawzajem i w pewien sposób opiekujemy jedno drugim, tak by hobby jakim jest pisanie nie przegrywało z obowiązkami dnia powszedniego.

L.L.: Już po pierwszej bajce, jaką spontanicznie stworzyliśmy na konkurs Biedronki, wiedzieliśmy, że uzupełniając się twórczo jesteśmy w stanie zrobić wiele rzeczy ciekawiej. „Napisz do mnie” byłoby kompletnie inną książką, gdyby pisał ją tylko Kornacki, albo wyłącznie Liszewska. Mam takie podejrzenie, graniczące z pewnością, że byłaby to wtedy książka dużo gorsza.


Jakie emocje towarzyszą Wam przed premierą ,,Zostań ze mną”? Czy są podobne jak przy poprzednich częściach? Czy może czujecie, że właśnie coś się zakończyło?

R.K.: Właśnie dzisiaj, na kilkanaście dni przed premierą, rozmawiałem o swoich odczuciach z kilkoma zaprzyjaźnionymi osobami i zdałem sobie sprawę, odpowiadając na ich pytania, że te emocje są we mnie dużo większe niż za pierwszym razem. „Napisz do mnie” powstało z marszu, w zasadzie bez poprawek, od początku do końca byliśmy przekonani do tego, co chcemy wyrazić. Ale jednocześnie dziś widzę, że ta książka ma sporo rzeczy, które mogą drażnić. Może nawet teraz napisałbym coś inaczej…

L.L.: Później było spokojniej. „Zaczekaj na mnie” było już dojrzalsze, bardziej przemyślane, więcej czasu poświęciliśmy na prace koncepcyjne. Przy drugim tomie dodatkowo nie było już tego napięcia związanego z debiutem. Wiedzieliśmy, że przez pierwsze miesiące osiągnęliśmy naprawdę dobry wynik i – jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego – powtórzymy go i teraz. Nie minę się z prawdą, jeśli powiem, że byliśmy spokojniejsi.

R.K.: Teraz jednak jest inaczej i zachodzę w głowę, z czego to wynika. Bardzo czekam na tę premierę, ponieważ trzeci tom, zatytułowany „Zostań ze mną” zawiera nie tylko dość ryzykowne rozwiązanie fabularne, za które część czytelników zechce natrzeć nam uszu, ale też jest i dla mnie szczególnie ważny. Z powodu tego, że poświęcamy w nim sporo miejsca tematyce związanej ze stwardnieniem rozsianym. To choroba, z którą zmaga się w Polsce blisko pięćdziesiąt tysięcy osób, w tym moja żona.

L.L.: Nie czujemy natomiast, że coś się skończyło. Wykreowaliśmy świat i postaci, które żyją swoim życiem i znając ich temperamenty, mogą jeszcze nam o sobie przypomnieć…



Co było dla Was najtrudniejsze w trakcie tworzenia wspólnych książek? I odwrócimy pytanie, co jest najprzyjemniejsze?

R.K.: Z racji odległości, jaka nas dzieli – a jest to ponad 500 kilometrów – nasz kontakt face to face był ograniczony do minimum. To czasem przeszkadza, zwłaszcza wtedy, gdy chcesz naocznie przekonać się o reakcji tej drugiej osoby na fragment, który wydaje ci się genialny, a przez telefon czujesz, że Lidia tej genialności nie jest taka pewna. Telefonia komórkowa, niezależnie od operatora, nie jest w tym względzie w stu procentach klarowna (śmiech).

L.L.: Tworzenie wspólne ma dodatkowy elektryzujący posmak. Dlatego, że odczuwa się to podwójnie mocno. Bo ktoś to wszystko odbija jak ściana lasu echo, zwielokrotnia. We dwoje możemy dopracować więcej szczegółów, dopieścić opisy, dialogi, jednym słowem - wzbogacić tekst o swój pierwiastek, którego to drugie z nas nie posiada. Radość z tych narodzin, które sami uplastyczniamy, odczuwana razem, ma niesamowity wymiar, nieporównywalny do niczego, co wcześniej było moim udziałem. Mam nadzieję, że kolega Kornacki odbiera to podobnie, bo jeśli uzna mnie teraz za kosmitkę, to...ciekawe, kto następnym razem będzie stał nad nim z przysłowiowym batem. I tu - płynnie przechodzę do odpowiedzi na drugie pytanie. Czasami trzeba huknąć tym batem w stół, żeby mojego współautora postawić do pionu. On tylko tak łagodnie wygląda... Wewnątrz jest jak emocjonalny wulkan, z którym nie zawsze daję sobie radę . Są dni, kiedy wojna na argumenty, pod rękę i z moim rozchełstanym uczuciowo charakterem, niemalże trawi mnie na popiół. Ale lawa zastyga, pył opada, a efekt tej wybuchowej mieszanki trzymacie w dłoniach. Ja jestem z tego powodu szczęśliwsza, nawet , jeśli mam trochę osmalone policzki ...


Planujecie stworzenie kolejnej wspólnej serii? Czy może zaczynacie odczuwać potrzebę tworzenia na ,,własną” rękę?

L.L.: Już trochę odpowiedzieliśmy na to pytanie – nie ma takich planów. Tworzymy w duecie, z jednym wyjątkiem. W tym roku ukaże się mój tomik wierszy, właśnie kończę nad nim pracę. Zaproponowałam oczywiście udział w tym przedsięwzięciu Robertowi, ale nie podjął rękawicy i w efekcie na okładce będzie tym razem jedynie moje nazwisko.

R.K.: Prawda jest taka, że bez nadzoru Lidii sam nie ukończyłbym nawet jednego rozdziału, więc pracę w duecie dyktuje nam nie tylko sympatia, ale i rozsądek. W tym roku czytelnicy dostaną od nas, oprócz „Zostań ze mną” jeszcze jedną książkę, która ukaże się zimą. Nie planujemy aż tylu kroków naprzód, by przedstawić teraz plany kolejnej serii, ale jedno jest pewne – pisanie, zwłaszcza wspólnie, w takim twórczym tandemie, stało się już dla nas równie niezbędne i oczywiste, jak oddychanie.



Poza tworzeniem pięknych historii, co lubicie robić w wolnym czasie? Co Was odpręża, napędza do działania?

R.K.: Mam dwójkę dzieci, dziewięcioletnią Michalinę Vesnę i czternastoletniego Mikołaja Kosmę. Uwierz mi, dawno zapomniałem co to wolny czas. Jeśli wygospodaruję chwilę, zamykam się z jednym z ulubionych seriali. Jestem królem seriali.

L.L.: Uwielbiam pędzle, kolory, tkaniny, igły, nici , koraliki, glinę ... Wszystko, w co mogę tchnąć swoją iskrę życia. Napędza mnie proces tworzenia, forma i kolor. Ale przede wszystkim drugi człowiek, który niezmiennie mnie inspiruje, ubogaca, zachwyca, modeluje jako artystę i kogoś, kto stale szuka odpowiedzi na pytanie: czy ja jestem światu potrzebna? Nie umiem żyć bez sztuki w każdym możliwym wymiarze. Maluję, lepię, szyję i odpoczywam przy tych zajęciach. Ale naprawdę znikam, kiedy czytam. Książki darzę miłością prawdziwą...


Czy czujecie, że odnieśliście sukces, czy wręcz przeciwnie, czujecie niedosyt?

R.K.: To trudne pytanie. Rok temu nasze nazwiska nie funkcjonowały w przestrzeni publicznej, przynajmniej nie w kontekście literackim. Przez dwanaście miesięcy udało nam się zadebiutować, wydać dwie kolejne powieści i napisać opowiadanie do antologii „Pierwsza miłość”. To duże osiągnięcie, nasze książki bywają w „topce” empiku, ludzie żywo na nie reagują. Ale jeśli spojrzymy na wyniki sprzedaży naszego kolegi z wydawnictwa, Remigiusza Mroza, to wszystko to blednie i momentalnie nabieramy pokory.

L.L.: Sukcesem z pewnością był już sam debiut. Wielokrotnie czytałam bądź słyszałam opowieści różnych osób, które próbowały swoich sił w literaturze, wysyłały teksty do wydawnictw i miesiącami lub latami nie mogły doczekać się odpowiedzi. U nas potoczyło się to błyskawicznie, po kilkunastu dniach od wysłania pierwszego maila z pierwopisem „Napisz do mnie”, który nosił wtedy roboczy tytuł „Konfitury z miłości”, mieliśmy akceptację Czwartej strony i zapewnienie, że książka ukaże się bardzo szybko. I to uważam za największy sukces, wszystko co wydarzyło się później to po prostu miłe dopełnienie.



Co czeka czytelników w ,,Zostań ze mną”?

R.K.: To już pytanie nie do nas, każdy jest przecież kowalem swego losu (śmiech). A poważnie, na pewno czekają Was chwile pełne emocji przy lekturze trzeciego tomu pięknej historii prawdziwej miłości. I tak naprawdę to od Was zależy, czy pożegnamy jej bohaterów, czy kiedyś tam zaprosimy ich do siebie znowu.

L.L.: Jest w tych książkach jakaś przestrzeń dla czytelnika, w której może zmierzyć się z własnymi myślami, uprzedzeniami czy lękami. My właśnie tego oczekujemy od literatury, nawet tej obyczajowej. Jeśli część z Was pójdzie naszym tropem, to czeka nas wszystkich jeszcze dużo wzruszeń. Po prostu pójdźcie za nami…

Serdecznie dziękuję za wywiad!


PREMIERA ,,ZOSTAŃ ZE MNĄ" 03.04.2019

6 komentarzy:

  1. Ostatnio miałam przyjemność poznać pióro autorów przy okazji opowiadań ze zbioru Pierwsza miłość i już wtedy wiedziałam, że chcę sięgnąć po Ich pełno wymiarowe powieści, a wywiad, jeszcze bardziej mnie do tego zachęcił. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam książek tych autorów ale twój wywiad bardzo mnie zachęcił do sięgnięcia po nie :) pozdrawiam :) www.wspolczesnabiblioteka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję bardzo interesującego wywiadu 😊

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Czytam, więc jestem , Blogger